facebook

Jak likwidowano świadków „pogromu”, świetny tekst (fragment) – prof. Jerzy Robert Nowak

Przesiedział dwa lata na Mokotowie, gdzie przeszedł niezwykle brutalne śledztwo. Według relacji jego syna zmarł przedwcześnie, świadomie zarażony gruźlicą (zamknięto
go w więzieniu wraz z umierającym Niemcem, który miał ostatnią fazę otwartej gruźlicy). Według relacji syna prokuratora Wrzeszcza w momencie przyjmowania jego ojca
po przywiezieniu go z Kielc na Mokotów ofi cer bezpieki powiedział mu od razu na przywitanie: „Ty już stąd nie wyjdziesz”.

Komunistyczni sprawcy prowokacji kieleckiej z 4 lipca 1946 r. starali się zrobić wszystko co możliwe, aby zatrzeć ślady popełnionej zbrodni. Przede wszystkim starali się systematycznie likwidować wszystkich tych ważnych świadków zajść, którzy mogli wygadać się i ujawnić komunistycznych mocodawców rzekomego pogromu. I właśnie to likwidowanie kolejnych niewygodnych świadków  wydaje się być szczególnie mocnym potwierdzeniem tezy o tym, że rzekomy pogrom kielecki był starannie zaplanowaną bezpieczniacką zbrodnią. Pierwszą ofiarą ówczesnych nieznanych sprawców był nader znaczący świadek wydarzeń – zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa
w Kielcach ppor. Albert (Fajwisz Alter) Grynbaum. Warto przypomnieć, że właśnie on już dwa dni po „pogromie” – 6 lipca 1946 r. w sprawozdaniu z przebiegu zajść
bardzo krytycznie oceniał głównego ich sprawcę ze strony polskiej bezpieki, agenta NKWD majora Władysława Sobczyńskiego i brak zdecydowanej postawy wojska.
W czasie zajść Grynbaum na próżno błagał mjr. Sobczyńskiego o użycie kampanii ze szkoły UB w Zgórsku, co Sobczyński wciąż odwlekał. Przypuszczalnie organizatorzy
zbrodni mogli się obawiać, że ppor. Grynbaum może okazać się zbyt dociekliwy w tropieniu sprawców mordu na jego żydowskich rodakach, gdyż nie zdawał sobie sprawy, że zbrodnia była zaplanowana z góry przy udziale takich czołowych żydowskich komunistów jak Jakub Berman…..

ciąg dalszy znajduje się w tygodniku Warszawska Gazeta 8-14 lipca 2016 r.

Drukuj

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *