facebook

ROZKAZ: OCALIĆ ZŁOTO

Wiele epizodów jego drogi życiowej mogłoby stać się kanwą poczytnej powieści sensacyjnej czy filmu, który oglą- da się z zapartym tchem. Był jednym z autorów polskiego zwycięstwa nad bolszewicką Rosją w 1920 roku. Czołowym politykiem i niezwykle cenionym, wnikliwym publicystą dwudziestolecia mię- dzywojennego. To on uratował polskie złoto w 1939 roku i animował życie polskiej emigracji na kontynencie amerykańskim. Do końca swych dni przestrzegał, że nie wolno pod żadnym pozorem paktować z Sowietami. Ignacy Matuszewski przyszedł na świat w 1891 roku w inteligenckiej rodzinie wybitnego historyka i krytyka literackiego. Do chrztu podawał go sam Bolesław Prus. Zdobył wszechstronne wykształcenie: studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, architekturę w Mediolanie, nauki prawne na uniwersytecie w Dorpacie, a także rolnictwo w Warszawie. Wcielony w 1914 roku do armii rosyjskiej walczył z Niemcami, a pamiątką z bojów były dwie bardzo poważne rany. W 1917 roku został oficerem I Korpusu dowodzonego przez gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Na własnej skórze odczuł, czym jest bolszewizm. Na początku 1918 roku za działalność niepodległościową bolszewicy skazali go zaocznie na karę śmierci. W odpowiedzi na ów wyrok wkroczył na czele podległych mu oddziałów polskich do Mińska Litewskiego, wypierając z miasta dwudziestopięciotysięczny garnizon krasnoarmiejców. Wiosną 1918 roku został zaprzysiężony w Polskiej Organizacji Wojskowej. Następnie działał w Komendzie Naczelnej POW w Kijowie, obejmującej swym zasięgiem teren Rosji, Ukrainy i Białorusi. W końcu października 1918 roku przybył jako kurier POW do Krakowa. Tu zastała go już wolna Polska. Natychmiast zaciągnął się w szeregi odrodzonego Wojska Polskiego. Na czele „dwójki” Znajomość spraw wschodnich, ogromne talenty organizacyjne i wybitna inteligencja Matuszewskiego sprawiły, iż Piłsudski powierzył mu zadanie stworzenia od podstaw naszego wywiadu i kontrwywiadu w najtrudniejszym dla młodego państwa polskiego momencie dziejowym – w wojnie z bolszewikami. Był organizatorem słynnej „dwójki”, czyli Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jej działania, w tym znakomita praca polskich kryptologów, znacząco przyczyniły się do polskiego zwycięstwa na przedpolach Warszawy w sierpniu i w operacji niemeńskiej we wrześniu 1920 roku. Na czele „dwójki” Matuszewski stał aż do 1923 roku. Później przeszedł do służby dyplomatycznej. Był attaché wojskowym w Rzymie, po przewrocie majowym został dyrektorem departamentu administracyjnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a następnie posłem nadzwyczajnym w Budapeszcie. W latach 1929-1931 był ministrem skarbu w rządach Kazimierza Świtalskiego i Walerego Sławka, gdzie zasłynął jako gorący zwolennik deflacji integralnej, mającej na celu m.in. ochronę stałości kursu złotego wobec narastającego kryzysu ekonomicznego. Realista Publikował setki artykułów na łamach „Gazety Polskiej” i wileńskiego „Słowa”. Żaden z nich nie przechodził bez echa. Wywoływał gorące spory i dyskusje. Matuszewski był realistą, dalekim od hurraoptymistycznych nastawień części polskiej klasy politycznej wobec nadchodzącego konfliktu z Niemcami. Pisał: „Polska leży między dwoma olbrzymimi ludami, opętanymi przez demony”. Apelował o radykalne wzmocnienie polskiej armii. Sugerował, że Sowieci wobec potencjalnego najazdu III Rzeszy na Polskę nie będą stać biernie, tylko wkroczą na ziemie polskie. Znał doskonale bolszewicką Rosję i wiedział, do czego jest zdolna. „Granica między Polską i Rosją, między Litwą i Rosją, między Łotwą i Rosją, między Estonią i Rosją – to nie są tylko granice państw, to są także granice zasad”. Nie pomylił się ani o jedno słowo. We wrześniu 1939 roku jego smutne prognozy sprawdziły się, a on sam opuścił Polskę, ratując wraz z żoną – olimpijką Heleną Konopacką – oraz przyjacielem – Henrykiem Floyar-Rajchmanem – blisko 75 ton złota stanowiącego zasoby Banku Polskiego. Oddał je do dyspozycji tworzonego we Francji rządu polskiego na uchodźstwie. Nie doczekał się za ten czyn właściwych i zasłużonych podziękowań. Ekipa gen. Władysława Sikorskiego skazała go – jako piłsudczyka – na polityczny niebyt. Bezskutecznie zabiegał o jakikolwiek przydział do armii. Wreszcie po klęsce Francji udało mu się przedostać za ocean i osiąść w Nowym Jorku. Tu wspólnie z Wacławem Jędrzejewiczem, Henrykiem Floyar-Rajchmanem, Maksymilianem Węgrzynkiem i gen. Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim był animatorem emigracji niepodległościowej. Z jego inicjatywy powstał Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia oraz Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce. Przeciwko paktowaniu z wrogiem Matuszewski prowadził w USA niezwykle aktywną działalność pisarską i publicystyczną. W swych pracach poddawał krytyce politykę ustępstw wobec Sowietów prowadzoną przez rządy alianckie, a także – pod ich wpływem – rząd Sikorskiego, a potem Stanisława Mikołajczyka. Poddawał krytyce pakt Sikorski – Majski, uważając, że w wyniku jego podpisania przechodzi się do porządku dziennego nad aneksją połowy ziem Rzeczypospolitej przez ZSRS. „Kto pragnie niepodległości – ten musi walczyć nie przeciw jednemu zaborcy, ale przeciw każdemu zaborcy” – pisał. „Kompromis jest rzeczą dobrą, ale nie kompromis ze śmiercią”. Niezwykle mocno atakował także umowy, jakie ze Stalinem zawierali Churchill i Roosevelt. W maju 1942 roku złożył w Białym Domu apel, w którym stwierdzał: „Bezpieczeństwo Polski, Europy i świata wymaga, aby zwycięstwo ugruntowane zostało nie tylko przez zasadę nienaruszalności granic Polski na wschodzie, lecz także odpowiednią zmianę granic między Niemcami i Polską na korzyść Polski”. Przestrzegał także, pisząc o ZSRS: „Potężny sąsiad Polski, co jeszcze raz sprzymierzył się z Niemcami, w czwartym i najokrutniejszym Polski rozbiorze, usiłuje skorzystać ze spóźnionego sojuszu z demokracjami i nie ukrywa już swych zaborczych zamiarów wobec Rzeczypospolitej”. Świat nie słuchał tych przestróg. Na ołtarzu sojuszu Zachodu z Sowietami złożono w Teheranie, Jałcie i Poczdamie jako ofiarę wolną Polskę. A sam Matuszewski został poddany przez rząd USA wielu represjom, z zakazami publikacji, a także groźbą wydalenia poza kontynent amerykański. W nagonce na niego spory udział miała komunistyczna agentura rozlokowana w USA. W ostatnim swym artykule Matuszewski pisał: „Rządy Anglii i Ameryki weszły na drogę niszczenia w Europie najwyższej wartości kultury zachodniej, a mianowicie praworządności. Rząd angielski i amerykański są sygnatariuszami rozbiorów Polski”. W tydzień po tym artykule, 3 sierpnia 1946 roku, Matuszewski odszedł na wieczną wartę. Z uwagi na swe bezkompromisowe poglądy skazany był przez lata na zapomnienie. Dopiero po 70 latach staraniem prof. Sławomira Cenckiewicza jego prochy powróciły do Ojczyzny. To było największe jego marzenie: wrócić do Polski. Spocznie w najbliższą sobotę na Powązkach wśród swych towarzyszy broni, którzy wraz z nim obronili Polskę przed komunizmem w 1920 roku.

Prawie 75 ton złota stanowiącego własność Banku Polskiego udało się wywieźć we wrześniu 1939 r. z Polski. Tego graniczącego z szaleństwem zadania podjęło się dwóch przyjaciół: płk Ignacy Matuszewski i mjr Henryk Floyar-Rajchman. Jest początek września 1939 r. Na Warszawę spadają pierwsze bomby niemieckie. Pułkownik Adam Koc, jeden z dowódców Polskiej Organizacji Wojskowej w latach I wojny światowej, a później twórca Obozu Zjednoczenia Narodowego i w 1936 r. prezes Banku Polskiego, w porozumieniu z premierem Felicjanem Sławojem Składkowskim poddaje pomysł wywiezienia ze stolicy złota przechowywanego w skarbcach Banku Polskiego. Miało ono szczególną wartość. Traktowane było przez władze Polski jako swoisty skarb narodowy i zabezpieczenie w sytuacji krytycznej dla bytu państwowego. Miało też swoją wartość realną, ocenianą na 460 milionów złotych, czyli blisko 87 milionów dolarów. Niebezpieczeństwo zniszczenia skarbu lub przejęcia go przez niemieckiego agresora było bardzo realne. Pułkownik Adam Koc odbywa 4 września błyskawiczną naradę z szefem administracji armii gen. Aleksandrem Litwinowiczem. Okazuje się, że wojsko nie dysponuje w Warszawie kolumną transportu, która mogłaby przewieźć ważące blisko 75 ton sztaby złota. W trybie nadzwyczajnym udaje się wywieźć złoto z banku przy ul. Bielańskiej autobusami osobowymi bę- dącymi własnością Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Przy zgaszonych światłach, nocą, bez stosownej eskorty, przez zatłoczone drogi pełne uciekinierów, autobusy wywożą złoto najpierw do Lublina, a następnie do Łucka. Dalszą akcją ewakuacji skarbu dowodzi płk Ignacy Matuszewski, twórca polskich służb wywiadowczych i były minister skarbu. Wspiera go w tym mjr Henryk Floyar-Rajchman, waleczny żoł- nierz Legionów Polskich, a w okresie międzywojennym minister przemysłu i handlu. Dzielnie pomagają im małżonki, a zwłaszcza żona Matuszewskiego Halina Konopacka. Gdy sytuacja tego wymaga, potrafi zasiąść za kierownicą autobusu i kierować konwojem. Droga przez Rumunię Niemieckie kleszcze zaciskają się nad Polską. Staje się oczywiste, że złoto musi opuścić Rzeczpospolitą. Konwój kieruje się na południowy-wschód, ku granicy z Rumunią. Do wywiezionego z Warszawy skarbu dołączone zostają depozyty ze skarbców bankowych Brześcia nad Bugiem, Siedlec, Zamościa i Lublina. Matuszewskiemu udaje się przeładować złoto do wagonów pocią- gowych. 13 września polskie złoto dociera do Śniatynia przy granicy rumuń- skiej. Podjęte zostają zakulisowe rozmowy dyplomatyczne z rządem w Bukareszcie, aby skarb mógł zostać przewieziony przez Rumunię, aby potem drogą morską mógł dostać się do Francji i Wielkiej Brytanii. Władze formalnie neutralnej Rumunii godzą się na transfer złota przez jej terytorium, stawiając warunek, że operacja nie zajmie więcej niż dwie doby. Zaczyna się wyścig z czasem. Równolegle do gry włączają się Niemcy. Ambasador III Rzeszy Wilhelm Fabricius naciska na rumuńskie MSZ, aby polskie złoto zostało zatrzymane na terytorium Rumunii i potraktowane jako materiał wojenny. Na szczęście minister spraw zagranicznych Grigore Gafencu stanowczo odmawia. Na dwa dni przed sowiecką agresją na Polskę, 15 września 1939 r., płk Matuszewski szczęśliwie dowozi dziewięć wagonów wypełnionych polskim złotem do portu w Konstancy. Przez Turcję i Syrię do Francji Niemcy cały czas naciskają na Rumunów, aby złoto nie opuściło terytorium ich kraju. Ale szczęście wyraźnie sprzyja płk. Matuszewskiemu i jego ludziom. W Konstancy, przy pomocy konsula brytyjskiego, udaje się w ciągu kilkunastu minut nająć statek handlowy „Eocene” pływający pod banderą Hongkongu. Nie może on jednak wypłynąć, bo nie ma kompletnej załogi. Matuszewski odbywa nocny spacer po tawernach portowych i dokonuje skutecznego werbunku marynarzy. Nazajutrz o świcie statek z polskim złotem dociera do bezpiecznej Turcji. Niemieckie służby specjalne nie dają jednak za wygraną. W Konstantynopolu wynajmują grecki statek, który ma spowodować kolizję ze statkiem, na którym znajduje się złoto, i uniemożliwić opuszczenie przezeń portu. Pułkownik Matuszewski organizuje pospieszną mistyfikację, polegającą na pozorowaniu przerzucenia cennego ładunku na inny statek. W rzeczywistości polskie złoto zostaje przeniesione do podstawionego na bocznicy pociągu specjalnego. Jego wynajem możliwy był dzięki świetnym kontaktom wypracowanym przez lata przez Michała Sokolnickiego, polskiego ambasadora w Ankarze i jednego z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego w latach I wojny światowej. Podczas gdy Niemcy zasadzają się na stojący w porcie statek, złoto pocią- giem specjalnym podąża już do Syrii. Z Bejrutu trzy specjalne okręty wiozą polski skarb do Marsylii. 5 października 1939 r. płk Ignacy Matuszewski melduje rządowi polskiemu na uchodźstwie wykonanie zadania. Niestety, jego bohaterstwo i poświęcenie nie zostały nale- życie docenione. Generał Władysław Sikorski i jego otoczenie polityczne czuło szczególną niechęć do przedstawicieli obozu piłsudczykowskiego. A Matuszewski był jednym z filarów tego obozu. Nie dość, że nie skorzystano z doświadczeń polityczno-wojskowych pułkownika, to jeszcze zaczęto rozgłaszać, iż za brawurową akcję przewozu złota zażądał niebotycznych apanaży! Stawiano mu nawet zarzut, że w całej akcji wzięła udział… jego żona. Tak jakby szaleńczy i niebezpieczny rajd przez pół Europy był wycieczką turystyczną, a nie misją służebną wobec państwa polskiego! Pułkownik Matuszewski opuścił Francję i wspólnie z Henrykiem Floyar-Rajchmanem przedostał się przez Hiszpanię, Portugalię i Brazylię do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpoczął kolejny rozdział swojej służby niepodległej Polsce. Dalsze losy skarbu Rząd polski na uchodźstwie twardo stał na stanowisku, aby złota nie spieniężać. Aby trzymać je na lata powojennej odbudowy, a armię i rząd utrzymywać z kredytów. W końcu 1939 r. pojawił się pomysł przewiezienia złota do Kanady. Sprzeciwili się temu Francuzi. W czerwcu 1940 r., gdy wojska niemieckie wkraczały do Paryża, Francuzi wywieźli złoto do Afryki. I długo nie chcieli go wydać prawowitemu właścicielowi, dezinformując nawet o miejscu jego przechowywania. W rzeczywistości znajdowało się ono w Kayes na obrzeżach pustynnych Sahary. Dzięki skutecznej interwencji, podjętej przy wsparciu USA, złoto zostało przewiezione do fortu w Dakarze, gdzie dopiero w 1944 r. przejęli je przedstawiciele polskiego rządu. Złoto zostało przewiezione do sejfów amerykańskich i brytyjskich, przy czym Anglicy „potrą- cili” sobie ze skarbu kwoty, których użyczyli, wspierając Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie i rząd na uchodźstwie. Po wojnie powstały w Warszawie Narodowy Bank Polski wypuścił bony skarbowe, zmuszając władze Banku Polskiego SA, rezydujące w Londynie, do ich wykupienia. W ten sposób przejęto depozyty Banku Polskiego, który został formalnie rozwiązany w 1952 r. Warszawa „przejęła” skarb, choć de facto sztabki złota pozostały w skarbcach Nowego Jorku i Londynu, będąc m.in. zabezpieczeniem zaciąganych, zwłaszcza w latach gierkowskich, kredytów. I są tam po dziś dzień… l

Źródło: Nasz Dziennik, Środa, 7 grudnia 2016, autor: Jan Józef Kasprzyk

Drukuj

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *