facebook

„Facebóg”

Facebook prowokacyjnie czasem nazywany jest Facebóg – wszystko dlatego, że od początku swojego istnienia stawia sobie za cel stworzenie czegoś więcej niż wygodnego narzędzia interaktywnej komunikacji. Ma to być ukryty w czeluściach serwerów alternatywny świat, dla którego ten nasz „zewnętrzny” będzie tylko surowcem podlegającym selekcji i transformacji na modłę standardów promowanych przez „system”. Czymże innym jest sytuacja, gdy zamiast relacji z innymi ludźmi i podziwiania świata jedynie robi się mu zdjęcia i „wrzuca” na „ścianę”. Ten nowy, z pozoru lepszy świat ma przejąć nasze emocje i zabrać cały czas. Ale co właściwie oferuje? Rzeczywistość Facebooka niewiele różni się swoimi wartościami od liberalnego mainstreamu. Wystarczy zwrócić uwagę na gorliwość, z jaką koncern Zuckerberga wprowadził we Francji przepisy odbierające obrońcom życia prawo do wyrażania swoich opinii. Facebook chętnie eliminuje głosy politycznie niepoprawne, a w przeciwieństwie do zwykłego świata nie ma tu nawet szans protestu, odwołania do sądu. Przecież cała platforma to prywatne przedsięwzięcie na zasadach, o których decydują właściciel i jego ludzie. Totalitaryzm wprowadzany jest więc bezkarnie i na zasadzie dobrowolności, zaś utrzymuje swoich poddanych jak narkotyk lub sekta.

 

Efekt kuli śniegowej

W każdej branży, w każdym segmencie rynkowym można wskazać wiodącego producenta lub markę. Jest to dość naturalne i nikogo szczególnie nie dziwi. Jednak w segmencie sieci społecznościowych jest nieco inaczej, gdyż wiodący dostawcy (Facebook, Twitter i inni) dodatkowo nagradzani są np. przez Sejm RP umieszczeniem ich logo w najcenniejszym miejscu – u góry strony internetowej. Na tak zacną reklamę nie zasłużyły firmy z jakiejkolwiek innej branży. A jeśli nawet przyjąć, że szczytnym celem jest informowanie obywateli o działalności różnych jednostek i organów, to zaczyna dziwić, że wśród logotypów nie ma reprezentantów innych mediów, np. radia lub telewizji – szczególnie prywatnych, bo przecież wspomniane sieci to klasyczne spółki handlowe. Próżno szukać wśród wyróżnionych jakiejkolwiek polskiej firmy; próżno szukać śladów odbytej procedury przetargowej. Mamy więc wyraźne przejawy nieuczciwej konkurencji, a takową powszechnie uznaje się za szkodliwą dla społeczeństwa. Tymczasem w wyjaśnieniach administracji słyszymy, że motywacją takich działań jest popularność niektórych portali www wśród obywateli. Jak więc daleko idące konsekwencje pociąga za sobą z pozoru błaha, indywidualna decyzja o przyłączeniu się i aktywnym korzystaniu z sieci społecznościowej? Fakt udziału administracji państwowej w sieciach społecznościowych jest wielce niepokojący, gdyż potęguje on tzw. efekt kuli śniegowej. Im większa jest tocząca się śnieżna kula, tym więcej śniegu do niej się przykleja. Tutaj popularność wśród indywidualnych użytkowników pociąga za sobą wzrost popularności wśród instytucji czy firm, a to zachęca kolejne osoby do przyłączenia się do sieci itd. Ta „kula popularności” osiągnęła już takie rozmiary, że objęła administrację państwową. Teraz „oferta” sieci społecznościowych stała się tym bardziej atrakcyjna, że powiększyła się o formę kontaktu z urzędami, a kula „pochłania” kolejne podmioty. Możliwe, że niebawem agencje prasowe staną wobec wyboru „przyklejenia się” do owej kuli lub bycia przez nią zmiażdżonymi. Należy jednak pamiętać, że kula ta nie toczy się sama. Jej siłą napędową są użytkownicy, którzy chcą korzystać z serwisu społecznościowego; użytkownicy, którzy czerpią z niego informacje i użytkownicy, którzy umieszczają je w nim.  Czy w tym układzie o bardzo dużej bezwładności szanowane są i będą prawa użytkowników, a skoro rzecz dotyczy obiegu informacji, to także tych, którzy nimi nie są?

Powrót monopolu na informacje

Od pewnego czasu w Polsce cieszymy się przejawami pluralizmu gospodarczego, kulturowego i politycznego. Wobec tego jakże zaskakujące są dążenia wręcz przeciwne, w postaci traktowania Facebooka jako jedynej platformy komunikacji. Publikacja tylko za pośrednictwem jednego dostawcy treści przyczynia się do cyfrowego wykluczenia osób, które z usług tego dostawcy nie chcą lub nie mogą korzystać. Jest to tym bardziej niepokojące, gdy tego typu praktyk dopuszczają się organy administracji lub organizacje publiczne, gdyż nie tylko są one dyskryminujące wobec ludzi. Arbitralny wybór własnościowej technologii zmniejsza otwartość, utrudnia ponowy użytek i dyskryminuje dostawców alternatywnych technologii. Czy tego typu monopol jest konieczny lub choćby z pożytkiem dla ogółu?Już samo skupienie informacji w jednym miejscu powinno budzić obawy w wielu aspektach. Jeśli bowiem powiernik tych informacji okazałby się w pewien sposób nieuczciwy, to ucierpią na tym wszyscy zainteresowani.

Jawna cenzura

Facebook ma długą historię bycia nierzetelnym depozytariuszem. Do niedawnych incydentów należą m.in.: zablokowanie zdjęcia dziewczynki uciekającej przed atakiem z użyciem napalmu w Wietnamie, zablokowanie szwedzkiego wideo edukacyjnego na temat profilaktyki raka piersi, usunięcie wpisu na temat łamania praw człowieka w Syrii czy w końcu – zablokowanie artykułu na temat cenzury na Facebooku. W internecie i w prasie nietrudno odnaleźć informacje o niezwykle licznych przypadkach zablokowania lub usunięcia pewnych treści bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, powiadomienia, a przede wszystkim – bez uzasadnienia. W części przypadków, pod naciskiem negatywnych komentarzy w innych mediach blokady zostają cofnięte. W sytuacji, gdy znaczna część użytkowników Facebooka deklaruje, że jest on dla nich źródłem informacji, można uznać takie praktyki za akceptowalne?

Przejawy cenzury są tym bardziej niepokojące, gdy selekcjonowanie informacji dotyczy bieżących wydarzeń politycznych. Incydenty takie jak: usunięcie strony promującej moskiewski marsz wsparcia dla Aleksieja Nawalnego, zniknięcie strony brytyjskiego wydawcy krytykującego rząd Turcji, blokowanie informacji o zamieszkach w Ferguson (USA) czy nie tak dawne usuwanie plakatu i innych treści promujących odbywający się 11 listopada w Warszawie Marsz Niepodległości. Facebook różnie traktuje obywateli państw, na terenie których świadczy swoje usługi. Podczas gdy skrupulatnie wypełnia wymogi Turcji (w zakresie cenzury religijnej) czy Chin (w zakresie cenzury politycznej), w Polsce pojawiają się wątpliwości (i wyjaśni je UOKiK), czy nie są naruszane prawa konsumentów w zakresie zbierania i udostępniania danych. Nawet sfera gospodarcza nie jest wolna od manipulacji przepływem informacji. Pokazują to choćby przypadki blokowania informacji np. w sprawach dotyczących sporów prawnych Facebooka z innymi firmami czy protestów przeciwko producentowi żywności genetycznie modyfikowanej.

 

Gdzie więc kończy się zakres oddziaływania tej (czy innej) sieci?

Artykuł dostępny na stronie:
http://wp.naszdziennik.pl/2017-02-25/263781,nasz-magazyn.html

Drukuj

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *