facebook

Polska jako naród wybrany

Każdy naród uważa się za wybrany i wyjątkowy. Tak jest faktycznie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Pan Bóg jest twórcą wszelkiej różnorodności i wyjątkowości. Niestety, zbyt często poczucie wybraństwa ma swe źródło w grzechu pychy. A pycha może obejmować wspólnoty, grupy społeczne, kultury, religie, państwa i narody.

Tak powstały m.in.: żydowski mesjanizm narodowy, nazistowskie Niemcy ze swoją wyższością rasy aryjskiej, islamski dżihad. Zwłaszcza w odniesieniu do tego ostatniego dobitnie brzmią słowa Pana Jezusa: Każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu (J 16, 2). Poczucie wyższości było podstawą każdego ludobójstwa.

Kto nas wybrał i do czego?

By odpowiedzieć na pytanie, czy Polska jest narodem wybranym, musimy najpierw zapytać się, kto nas wybrał i do czego. Wiemy, że w czasie zaborów zrodziła się idea tzw. mesjanizmu narodowego. Cierpiąca Polska jest mesjaszem narodów. Na podobieństwo Chrystusa przechodzi swoją drogę krzyżową, aby jak feniks odrodzić się z popiołów i być zaczynem dla wszystkich narodów w czasach mesjańskich. Jest to w istocie dobra intuicja, gdyż zakłada konieczność współukrzyżowania z Chrystusem, aby potem móc z Nim królować. Aby jednak móc współkrólować z Chrystusem jako naród, trzeba Go najpierw uznać za Króla Polski, a to wciąż jeszcze się nie dokonało. Nie staniemy się „iskrą dla narodów” bez nawrócenia i bez aktu intronizacji. Oby nie spełniły się słowa z objawień Anioła Stróża Polski dla Adama Człowieka, że intronizujemy Pana Jezusa na Króla dopiero wtedy, gdy jako naród staniemy w obliczu zagłady, a więc wtedy, kiedy – jak wielokrotnie w przeszłości – zawiedziemy się na ludzkich sojuszach i będzie starta nasza pycha osobista i narodowa.

Wybór Jezusa Chrystusa na Króla Polski nie jest inicjatywą człowieka, tylko Boga. To Bóg wybrał nasz naród i domaga się uznania praw Mu należnych jako Król królów i Pan panów. Przypomina o tym Pan Jezus swoim uczniom: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili (J 15, 16). Na tronie Królowej Polski zasiada już Matka Jezusa i nasza Matka, Maryja. Również Ona została Królową Polski z woli nieba, jeszcze zanim formalnie została ogłoszona Królową przez króla Jana II Kazimierza.

Ogromnie ważne, a mało znane jest objawienie Matki Bożej, jakie 14 sierpnia 1608 r. miał włoski jezuita Giulio Mancinelli. Podczas widzenia Maryja powiedziała do niego: Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie. Maryja wybrała też sobie siedzibę królewską w klasztorze na Jasnej Górze, gdzie jest czczona w cudownym obrazie, który został tam sprowadzony w 1384 r. Od tamtej pory Maryja – jako Królowa Polski – bierze aktywny udział w najważniejszych wydarzeniach w dziejach narodu polskiego.

Przybycie cudownego obrazu na Jasną Górę przypadło na czas rządów św. Jadwigi Królowej, która w 1386 r. poślubiła Wielkiego Księcia Litewskiego Władysława Jagiełłę, co dało początek unii personalnej między Polską i Litwą. W tym też roku Litwa przyjęła chrzest. Niedługo potem 15 lipca 1410 r. doszło do epokowej bitwy pod Grunwaldem. Rycerstwo polskie ruszyło do boju z pieśnią „Bogurodzica” na ustach. Wielkie zwycięstwo, odniesione nad Zakonem Krzyżackim, oddaliło zagrożenie dla bytu obydwu narodów, jakie istniało od prawie dwóch wieków ze strony niemieckiego zakonu. Niestety, pomimo dwóch złotych wieków, jakie później nastąpiły, zaczął się stopniowy schyłek potęgi Korony polskiej. Działo się tak za sprawą rządów oligarchii magnackiej i samowoli szlacheckiej.

Maryja Królową Polski

W 1655 r. nastąpiła pierwsza próba rozbioru Polski. Poprzedzona została powstaniem Bohdana Chmielnickiego na Ukrainie. Na teren Polski wkroczyły wojska ruskie i siedmiogrodzkie. Ale największym zagrożeniem stał się potop szwedzki. Na domiar złego po stronie Szwedów opowiedzieli się magnaci: Opaliński w Wielkopolsce i Radziwiłł na Litwie.

Kiedy wszystko wydawało się stracone, a król Jan Kazimierz uciekł na Śląsk, pod murami Jasnej Góry nastąpił niespodziewany zwrot wydarzeń. Szwedom nie tylko nie udało się zdobyć klasztoru, ale przy okazji w narodzie polskim powstało wielkie wzburzenie przeciw temu świętokradczemu aktowi. Stało się ono siłą napędową powstania przeciwko Szwedom.

Obroną Jasnej Góry kierowała osobiście Matka Boża, co potwierdzają niezwykłe wydarzenia, jakie towarzyszyły obronie. Potwierdzają je zarówno obrońcy, jak i sami Szwedzi.

Wkrótce potem powrócił do Polski ze Śląska król Jan Kazimierz. W dowód wdzięczności 1 kwietnia 1656 r. złożył w katedrze lwowskiej śluby lwowskie, ogłaszając Maryję Królową Polski.

Szybko się okazało, że śluby lwowskie pozostały w sferze pobożnych życzeń. Królowa Polski musiała przyglądać się, jak Jej poddani kłaniają się obcym bożkom i coraz bardziej pogrążają się w odstępstwie od wiary i upadku moralnym. Królestwo Polskie nieuchronnie zmierzało w kierunku rozbiorów. Okres, który je poprzedzał, doczekał się niechlubnej oceny historii, wyrażonej słowami: Rzeczpospolita nierządem stoi.

Przed ostateczną katastrofą nie uchroniła Polski Konstytucja 3 Maja. Nie dlatego, że było już za późno, lecz dlatego, że konstytucja nie była wyrazem moralnego odrodzenia narodu, a wielu jej sygnatariuszu zasiadało w lożach masońskich. Jest to prawda wstydliwa i niewygodna.

Owocem tego była Targowica, która weszła w sojusz z Rosją i Prusami. Tymczasem obóz patriotyczny, który mógłby jeszcze odwrócić losy historii, nie wszedł w prawdziwy sojusz z niebem. Łączenie uroczystości Królowej Polski z Konstytucją 3 Maja jest jednak jak najbardziej uzasadnione. Wielka siła wiary w narodzie oraz Bóg wierny swoim obietnicom przeprowadził nas przez czas niebytu na mapach świata i Golgoty naszego narodu. Szczególnym znakiem Bożej opieki była obecność Maryi Królowej, która wyjednał u swojego Syna czas odrodzenia się narodu polskiego.

Jeśli Bóg coś postanowi, to żadna ludzka siła tego nie zmieni, o czym przekonali się bolszewicy w czasie Bitwy Warszawskiej. Gdyby nie ukazanie się Matki Bożej nad Warszawą, żaden geniusz strategiczny nie powstrzymałby nawały Armii Czerwonej. Dlatego w historii Polski ta bitwa słusznie doczekała się swojej drugiej nazwy: Cudu nad Wisłą. Obok 3 maja jest to kolejne wydarzenie, które łączy obchody religijne z narodowymi.

Złudne samozadowolenie

Powrót Polski na mapy świata jest związany z nowym przesłaniem z nieba, czyli prośbą o intronizację Pana Jezusa na Króla Polski. Prośba została skierowana do nas poprzez Służebnicę Bożą Rozalię Celakównę. To przesłanie ma istotny związek ze zbliżaniem się czasów ostatecznych, kiedy to Chrystus Król Wszechświata wróci upomnieć się o swoje panowanie nad światem jako Król królów i Pan panujących. Chrystus pragnie, by jako pierwszy uznał Go za Króla ten naród, którego Królową jest Jego Matka. Niestety, prośba ta nie doczekała się pełnej realizacji, skutkiem czego był m.in. dramat II wojny światowej.

Kiedy dziś znowu gromadzą się nad Polską ciemne chmury, wciąż bardziej liczymy na ludzkie sojusze niż na pomoc z nieba. Zawieramy sojusz ze śmiercią nie tylko poprzez układy militarne, ale także poprzez zabijanie dzieci nienarodzonych. Do tej pory nie ma ani pełnej ochrony życia, ani pełnej intronizacji. Nie przeszkadza to wielu patrzeć w przyszłość w różowych okularach i żywić przekonanie, że Bóg, który za dobro wynagradza, a za zło karze, zrobi wyjątek dla Polski, i będzie nas chronił bez wcześniejszego oczyszczenia oraz nawrócenia się naszego narodu.

Polacy w znaczącej części poddali się złym tendencjom Zachodu. Kłaniają się złotemu cielcowi. Coraz więcej naszych rodaków zachowuje już tylko pozory pobożności. Naiwne jest sądzić, że w obecnym stanie możemy wypełnić nasze zobowiązania wobec Boga i stać się iskrą dla narodów. Na razie jesteśmy tlącym się knotkiem, który wymaga oczyszczenia. Dopiero potem możemy podjąć zadanie, jakie Bóg wyznaczył naszemu narodowi na czasy ostateczne.

Na razie żyjemy w wielkim samozadowoleniu. Nie rozumiemy, że bez spełnienia Bożych obietnic i bez nawrócenia żaden sojusz, żaden rząd i żadna reforma nie uchronią nas przed nieszczęściem. Nie można służyć Bogu i mamonie. Kiedy wszem i wobec głosimy pokój i bezpieczeństwo, musimy uważać, aby nagle nie przyszła na nas zagłada. Gdy prorok Jeremiasz upominał swoich pobratymców, aby nie pokładali ufności w świątyni i nie powtarzali: Świątynia Pańska, świątynia Pańska, świątynia Pańska! (Jr 7, 4), tylko się nawrócili, mieszkańcy Jerozolimy wraz z kapłanami i prorokami chcieli go zlinczować.

Czy dziś w Polsce nie dzieje się podobnie? Czy ktoś, kto ośmieli się stanąć w opozycji do powszechnej beztroski i przekonania o pokoju i bezpieczeństwie, nie jest od razu na cenzurowanym? A Pan Jezus nieustannie powtarza, że jeżeli się nie nawrócimy, wszyscy podobnie zginiemy. Ta zasada obowiązuje w każdym czasie. Poza tym obietnice dawane nam przez niebo należy traktować warunkowo i właściwie odczytywać objawienia prywatne, czyli w perspektywie słowa Bożego.

Niewygasła wiara

Wiele zamieszania wprowadzają słowa Służebnicy Bożej Teresy Neuman. Powiedziała ona m.in.: Was, Polaków, już nic złego nie spotka, bo już odpokutowaliście za swoje grzechy. Owszem, można założyć, że odpokutowaliśmy za grzechy historyczne, zwłaszcza w czasie II wojny światowej, ale w kolejce czekają grzechy tego pokolenia, które na pewno nie umkną uwadze Bożej sprawiedliwości. Możemy się zgodzić z tym, że będziemy łagodniej potraktowani od innych ze względu na naszą jeszcze niewygasłą – jak na Zachodzie – wiarę. Ale nie znaczy to, że nie będziemy oczyszczeni jako naród wybrany. Można powiedzieć, że czeka nas mała Apokalipsa, która przygotuje nas na tę powszechną – w niej ta oczyszczona Reszta Izraela będzie chroniona.

Są na to wyraźne dowody biblijne. Kiedy czytamy księgi prorockie, można dostrzec w nich pewną prawidłowość, o której prawie się nie mówi. Otóż wszystkie mowy prorockie zapowiadają najpierw karę dla narodu wybranego, a dopiero potem dla innych narodów. Najpierw naród wybrany jest karany za swoje grzechy rękami ościennych narodów, a potem Bóg wymierza karę narodom, które go prześladowały. Kara wymierzona narodowi wybranemu była stosukowo łagodna i Pan zachowywał jego część – pokorną Resztę. Wiele innych narodów spotkała natomiast całkowita zagłada.

Należy sądzić, że Bóg nie zmienił sposobu swego postępowania. Warto tu przytoczyć niezwykle wymowny fragment z Księgi Estery, który ukazuje różnicę, z jaką Bóg traktuje swój lud oraz inne narody: A naród mój to Izrael, który wołał do Boga i został ocalony. Pan ocalił naród swój i uwolnił nas Pan ze wszystkich nieszczęść, i uczynił Bóg znaki i cuda, jakie nie działy się wśród pogan. W tym celu sporządził dla losy: jeden dla ludu Bożego, a drugi dla narodów pogańskich. Oba te losy przyszły na godzinę i czas, i na dzień sądu wszystkich narodów przed oblicze Boga (Est 10, 3b).

Wielkim nieporozumieniem jest powoływanie się na o. Klimuszkę. Zajmował się on parapsychologią, czyli zawoalowaną formą okultyzmu. „Dar” przepowiadania przyszłości, który posiadał, nie był więc raczej darem Ducha Świętego. Ojciec Klimuszko miał zdolność tzw. jasnowidzenia. Możemy poznać to po tym, że z darem proroctwa wiąże się niezmiennie wezwanie do nawrócenia i zapowiedź przyszłych wydarzeń jako Bożej kary w przypadku nieusłuchania Bożego napomnienia. W przesłaniach o. Klimuszki nic takiego nie znajdziemy. To, że pewne wizje się spełniają, uwiarygodniło już wielu jasnowidzów. Ale Pismo Święte wyraźnie mówi, że takich „proroków” nie należy słuchać. Jeśli będziemy zachowywać Boże prawo, wówczas Bóg zagwarantuje nam pokój i bezpieczeństwo. Jeśli natomiast nie będziemy zachowywać Bożego prawa, to choćby świat zagwarantował nam pokój i bezpieczeństwo, nieuchronnie przyjdzie na nas zagłada. Sam fakt nieuchwalenia do tej pory pełnej ochrony życia stawia pod znakiem zapytania nasze dobre samopoczucie. Zapominamy, że krew naszych małych braci i sióstr woła z ziemi do nieba, a Bóg nie pozostanie głuchy na to wołanie. Podobnie dusze męczenników wołają w Apokalipsie: Dokądże, Władco święty i prawdziwy, nie będziesz sądził i wymierzał za krew naszą kary tym, co mieszkają na ziemi? (Ap 6, 10).

Niesprawiedliwość społeczna, która zmusza wielu młodych ludzi do wyjazdu, fala rozwodów, związków niesakramentalnych i wspólnego mieszkania przed ślubem, masowe odejście od Kościoła młodego pokolenia oraz wiele innych grzechów – są to kolejne powody, dla których potrzebujemy oczyszczenia. Na szczęście zdrowa tkanka jest jeszcze silna w naszym narodzie. Bez wątpienia wyróżnia nas to na tle innych narodów Europy.

Solidny bastion wiary?

Ponadto wciąż jest silna pozycja Kościoła w Polsce. Niestety, sama frekwencja i brak powszechnych oznak kryzysu, które widoczne są w Kościołach zachodniej Europy, daje nam złudną pewność, że jesteśmy solidnym bastionem wiary. Jesteśmy nim bez wątpienia, ale nie tak solidnym, jak sądzimy. Nie chcemy dostrzec silnej erozji wiary, która dotyka nie tylko młode pokolenie. Pod pozorem pobożności wielu rodaków ukrywa liczne grzechy, także społeczne. Nie możemy być na to ślepi. Jeśli staniemy się bezkrytyczni, wtedy będziemy żyli w fałszywym poczuciu pokoju i bezpieczeństwa. Nie uczynimy wszystkiego, by uzdrowić tę sytuację, zanim zacznie to czynić sam Bóg. Potrzebujemy przede wszystkim nawrócenia, a to wymaga pozbycia się ducha faryzejskiego, który takiej potrzeby nie dostrzega. Potrzebujemy stałej pokuty, zwłaszcza za zabójstwo dzieci nienarodzonych, bo jedna wielka pokuta czy różaniec do granic to o wiele za mało. To są pojedyncze zrywy, które na dłuższą metę nie rodzą wielu trwałych owoców, dając jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem dzieci nienarodzone są dalej zabijane, erozja wiary postępuje, a wraz z nią degradacja moralna – zwłaszcza młodego pokolenia.

Cieszymy się, że zrobiliśmy pierwszy krok ku intronizacji. Jest on jednak niewystarczający i wiele wskazuje na to, że został on uczyniony po to, aby zamknąć usta ruchom intronizacyjnym. I to się udało, gdyż wielu ludzi ma przekonanie, że intronizacja się dokonała. Dziwią się, a nawet irytują, gdy ktoś jeszcze widzi w tym problem.

A zatem częściowo chcemy bronić życia, częściowo intronizowaliśmy Pana Jezusa, co drugą niedzielę będziemy mieć wolną. Słowem: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Do tego doszła kwestia bezprawnych roszczeń żydowskich, których spełnienie może doprowadzić do zapaści ekonomicznej. Mamy wielu wrogów, także wśród naszych sojuszników. Jeśli wciąż będziemy patrzeć na Wschód i na Zachód, a nie w niebo, czeka nas scenariusz znany już z historii.

Dwie historie

Jeśli przyjrzeć się naszej aktualnej sytuacji, można odkryć, że historia naszego narodu jest w jakiejś mierze lustrzanym odbiciem historii narodu wybranego: jego niewierności, twardego karku, fałszywego bezpieczeństwa opartego na bezkrytycznym podejściu do Bożych obietnic, fałszywej oceny aktualnego stanu moralnego.

Po wyjściu z niewoli egipskiej naród wybrany szybko zapomniał o przymierzu z Bogiem i ulepił sobie złotego cielca. Podobnie jest z naszym narodem. Kiedy po rozbiorach przyszła upragniona wolność, szybko zamieniła się w samowolę. Konsekwencje tego odczuliśmy podczas II drugiej wojny światowej, a także w następującym po niej okresie komunizmu.

Podobnie dzieje się po Okrągłym Stole. Jako naród pokłoniliśmy się złotemu cielcowi i mówimy: Oto nasz bóg, który wyprowadził nas z niewoli. Ale ten bóg wprowadził nas w znacznie gorszą niewolę duchową, która pcha ku jeszcze większej katastrofie niż te już doświadczone. Izraelici przeżyli dwie niewole: egipską i babilońską. Ale najgorsze było dopiero przed nimi. Kiedy przyszła okupacja rzymska, sądzili, że Mesjasz wyzwoli ich z niej i da im panowanie nad światem. Zamiast tego doczekali się Mesjasza, który wyzwolił ich z niedoli duchowej. Nie takie były ich oczekiwania. Nie takiej pomocy oczekiwała ich faryzejska sprawiedliwość. Nie rozeznali czasu swego nawiedzenia i ukrzyżowali Mesjasza. Efektem tego było oblężenie Jerozolimy przez Rzymian w 70 r. i zniszczenie synagogi, która, odrzucając Syna Bożego, stała się – zgodnie ze słowami Apokalipsy – synagogą szatana.

Wielu chce widzieć odrodzenia Polski bez potrzeby nawrócenia. Bezrefleksyjnie opierają się na różnych wizjach, których nie odnoszą do słowa Bożego, Bożej sprawiedliwości oraz logiki historycznej. Najważniejszą rzeczą jest dla nich to, że nic złego nas nie spotka i że będziemy zajmować obszar od morza do morza, ponadto będą rosły pomarańcze i cytryny, a na uniwersytetach będzie się wykładać w języku polskim. Nawet jeśli tak będzie, to wielu tego czasu nie dożyje, bo kiedy (…) będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo” – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada (1 Tes 5, 3). Mała apokalipsa to czas oczyszczenia narodu, który jest tlącym się knotkiem, a ma stać się iskrą dla narodów, iskrą duchową, a nie militarną czy gospodarczą.

Historia Izraela jest uderzająco podobna do naszej. Czas sędziów i podziału Izraela na 12 plemion, ich zjednoczenie przez króla Saula, a następnie umocnienie państwa i pokonanie zewnętrznych wrogów żywo przypominają czasy Mieszka I oraz Bolesława I Chrobrego. Z kolei czas panowania Kazimierza III Wielkiego, który nie toczył żadnych poważnych wojen i który zastał Polską drewnianą, a zostawił murowaną, przywodzi na myśl panowanie w Izraelu króla Salomona. Natomiast historyczny podział Izraela na królestwo północne Izraela i południowe Judy znajduje swoje odzwierciedlenie w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Oczywiście, są to tylko podobieństwa, ale mają one istotne znaczenie w przewidywaniu przyszłości naszego narodu w świetle tego, czego doświadczył naród wybrany. Historia tego narodu była dramatyczna – aż po odrzucenie Mesjasza Bożego przez tych, których byśmy najmniej o to posądzali: arcykapłanów i uczonych w Piśmie.

Jeśli będziemy chcieli spojrzeć prawdzie w oczy, dostrzeżemy, że w naszym przypadku jest podobnie. Kłopoty z intronizacją mają podobne podłoże do tego, co spowodowało odrzucenie przez naród wybrany Jezusa Chrystusa i uczynienie Go królem boleści. Jeśli podczas aktu ustanowienia Chrystusa Królem i Panem jest obnoszony obraz Jezusa Chrystusa cierniem ukoronowanego i równocześnie tłumaczy się, że Jego królestwo nie jest z tego świata (więc nie ma podstaw do ustanawiania Go Królem Polski), to czym właściwie różni się nasza postawa od postawy tych, którzy nie uznali Chrystusa za króla 2000 lat temu? Przecież fakt, że królestwo Jezusa Chrystusa nie jest z tego świata, nie oznacza, że nie ma On realnej władzy nad wszystkimi narodami. Właśnie fakt, że jest Królem Wszechświata, czyni Go Królem królów i Panem panujących, także Królem Polski. Z tego też powodu Maryja została ogłoszona Królową Polski, chociaż została Nią jako Matka Króla nie z tego świata. Sam jednak akt intronizacji nie wystarczy, aby wszystko zmieniło się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Jeśli ustanowimy Pana Jezusa Królem Polski, On spełni nasze oczekiwania pod warunkiem, że będziemy Mu posłuszni. A to nie jest możliwe bez nawrócenia.

Jeremiasz

Rządy w Polsce zmieniły się, nie zmieniła się jednak dusza narodu. Kiedy po najbardziej nieprawym w dziejach królestwa Judy królu Manassesie jego miejsc zajął król Jozjasz, nadzieje Izraela na powrót do dawnej chwały odżyły. Jozjasz był pobożnym królem i wielkim reformatorem. A jednak po jego śmierci królestwo Judy pogrążyło się w nieprawości. Nastąpiła niewola babilońska. Dlaczego tak się stało? Przeprowadzone reformy nie zaowocowały nawróceniem i przyszła zapowiadana kara. Sama śmierć króla Jozjasz nie była wcale chwalebna. Wbrew woli Bożej wyruszył on do walki przeciw faraonowi Neko, który wyprawił się przeciw Babilonii, aby zapobiec upadkowi Asyrii. Jahwe słowami faraona Neko przestrzegł Jozjasza: „Cóż jest między mną a tobą, królu judzki? Nie przeciw tobie ciągnę dzisiaj, ale przeciw domowi, z którym jestem w walce. Bóg mi rzekł, abym się pośpieszył. Nie sprzeciwiaj się więc Bogu, który jest ze mną, aby cię nie zniszczył”. Jozjasz jednak nie odwrócił się od niego i postanowił z nim walczyć. Nie usłuchał słów Neko, pochodzących z ust Bożych, i wystąpił do walki na równinie Megiddo. Wtedy to łucznicy trafili strzałami króla Jozjasza, który rzekł swoim sługom: „Wyprowadźcie mnie, bo jestem ciężko ranny”. Wyciągnęli go jego słudzy z rydwanu i posadzili na drugim wozie, który do niego należał, i zawieźli do Jerozolimy, gdzie umarł (2 Krn 35, 21-24).

Król Jozjasz zawarł sojusz ze śmiercią wbrew poleceniu Jahwe. Skutkiem tego umarł, zaprzepaszczając podjęte przez siebie dzieło odnowy.

Dzisiaj dostrzegamy podobny scenariusz. Mówimy o dobrej zmianie, ale gdy dobrze przyjrzymy się sytuacji, w której znajduje się Polska, dostrzeżemy, że jest ona w istocie lustrzanym odbiciem tej opisanej w księdze proroka Jeremiasza. Także i my możemy wołać w poczuciu fałszywego pokoju i bezpieczeństwa: Świątynia Pańska, świątynia Pańska, świątynia Pańska! Lecz i my wrzucilibyśmy dziś proroka Jeremiasza do cysterny, aby go uciszyć.

Historia lubi się powtarzać. Ci, którzy nie chcą wyciągnąć z niej wniosków, poniosą tego konsekwencje. Mimo to mówią do końca: Nas to nie spotka, nas to nie dotyczy. Wkrótce się przekonamy, czy nas to nie spotka i czy jesteśmy tak święci, że nas to nie dotyczy.

Tekst autorstwa Ks. dr Pawła Murzińskiego, pochodzi z Miesięcznika Egzorcysta nr 68. https://www.miesiecznikegzorcysta.pl/

Serdeczne podziękowania dla Wydawnictwa Miesięcznika oraz dla naszego, Zacnego Kolegi Jacka.

Z Panem Bogiem / Któż Jak Bóg !

Drukuj

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *