facebook

Miłosierdzie (?)

Wyobraźmy sobie sytuację, jesteśmy żołnierzem, nasz konwój wpada w zasadzkę, obrywamy, mamy amputację trzech kończyn, przeciwnik próbuje nam pomóc, ale nie jest w stanie. Rozbito nas, nie dostaniemy wsparcia, przeciwnik wygrał to starcie. Mamy wybór, długie konanie, wstrząs, aż po śmierć z wykrwawienia, albo jeden strzał litościwego przeciwnika. Co byście wybrali? Kiedy kamery ekip telewizyjnych kręciły czołgi i transportery US Army i US Marine Corp mknące w kierunku Bagdadu wiosną 2003 roku, mało, kto sobie zdawał sprawę, co tak naprawdę ogląda. A oglądał często na żywo nowoczesną wojnę, w której Koalicja użyła wszystkich swoich mocnych stron by zdobyć przewagę. Siły pancerne, lotnictwo, śmigłowce szturmowe, drony, oddziały współpracy z cywilami, ewakuacja medyczna, wszystko to było widać na ekranie wraz z żołnierzami ubranymi w kombinezony NBC. A czego nie było widać? Tego, co wielokrotnie odegrało kluczową rolę w tej kampanii. Sił specjalnych. To właśnie specjalsi, z naszego GROMu i z amerykańskiej Navy SEALs zabezpieczyli platformy u wejścia portu Umm Qasr, których wysadzenie mogłoby osłabić logistykę koalicji i spowodować katastrofę ekologiczną. To Rangersi i operatorzy Delty zabezpieczali tamę Haditha, strategiczny punkt na mapie Iraku. Ale co najważniejsze, to chłopaki z 5th SFG i brytyjskiego 22nd SAS wspierali Kurdów, tworzyli antysaddamowskie milicje, i siali zamęt, zniszczenie i śmierć tam, gdzie wojsk koalicji nie było. To wszystko w połączeniu z siłą wojsk konwencjonalnych pozwoliło rozbić siły Husseina w miesiąc i to bez dużych strat. Ale zostańmy przy legendzie, która w aspekcie wojny z 2003 roku jest pomijana, 22nd Special Air Service, jednostka, której nie trzeba nikomu przedstawiać, legenda, najstarsza jednostka specjalna, która funkcjonuje nieprzerwanie od Drugiej Wojny Światowej, mająca na koncie setki perfekcyjnych operacji, jak odbicie zakładników z Irańskiej ambasady w Londynie w 1980 roku. W 2003 roku, w marcu 60 osobowy oddział SAS z szwadronu D został wraz z kilkoma agentami CIA i dużą ilością pieniędzy przerzucony do północnego Iraku z misją tworzenia antysaddamowskiej milicji i siania dywersji. Komandosi z SASu poruszali się w specjalnie przystosowanych do przebywania na pustyni i uzbrojonych Land Roverach. Szybko utworzyli oddział milicji nazywany Scorpion Force. Scorpion Force razem z 35 osobowym oddziałem SASu obsadzał Checkpoint na autostradzie w pobliżu miasta Al Qaim blisko granicy z Syrią. Tego dnia Scorpion Force zajęli pozycje w checkpointcie na drodze licząc na pojawienie się sił irackich, a panowie z SASu, wśród których był Colin Maclachlan, zajmowali pozycje na wzniesieniach po obu stronach drogi. Colin to doświadczony żołnierz, wcześniej brał udział min. w operacji uwolnienia brytyjskich więźniów z rąk bojówki w Sierra Leone w 2000 roku. Colin opisał dokładnie te wydarzenia w książce. Przez cały dzień nie było śladu wojsk irackich, aż do momentu, gdy nagle nadjechały w stronę Checkpoint trzy irackie ciężarówki. SAS tylko na to czekał. Dowódca oddziału kazał się wycofać Skorpionom, a w stronę ciężarówek poleciały wystrzelone przez komandosów rakiety Milan. Następnie snajperzy zastrzelili tych Irakijczyków, którzy przeżyli i próbowali uciec. Zasadzka była przeprowadzona perfekcyjnie, a Irakijczycy nie mieli żadnych szans. Machachlan wraz z 8 kolegami udali się swoim Land Roveremi na dół, aby poszukać dokumentów lub innych wartościowych dla wywiadu rzeczy oraz ocenić skutki zasadzki z bliska. Widok, jaki zastali na miejscu był koszmarny. Wielu Irakijczyków przeżyło ostrzał Milanami i teraz była ranna. Komandosi zaczęli ich opatrywać, używając swoich opatrunków i opasek uciskowych, jednak trzej byli na skraju śmierci. Dwóch było wytrzewionych, jeden miał ciężkie obrażenia od fali uderzeniowej i amputację trzech kończyn. Nie było dla nich ratunku w tych warunkach, czekała ich męczarnia w bólu przez następne kilkanaście minut do dwóch godzin. Błagali Brytyjczyków, aby ci skrócili ich cierpienie. Dobicie rannego to według Konwencji Genewskiej zbrodnia. Ale czy nie większą zbrodnią, jest pozostawienie go na długą i bolesną śmierć? Machachlan nie myślał wtedy o Konwencjach, myślał o cierpieniu tych ludzi. Ja wspomina po latach, liczył, że jeśli on lub jego koledzy znaleźliby się w takiej sytuacji ktoś również okazałby im miłosierdzie. On okazał, naciskając na spust, i kończąc męki trzech konających Irakijczyków. Nikt nie miał pretensji, nikt nie miał żalu, aż w 2016 roku Machachlan nie opisał tego w swojej książce. Wtedy otrzymał zarzuty morderstwa, które to zarzuty postawił mu własny kraj. Kraj z polecenia, którego tam był, kraj, któremu poświęcił najlepsze lata życia, kraj, dla którego walczył, zabijał, i był gotowy umrzeć. Machachlan nie był pierwszy, wcześniej w UK oskarżono sierżanta Alexandra Blackmana i skazano na więzienie za dobicie rannego Taliba w 2011 roku w Afganistanie. Machachlan więzienia uniknął. Przykro jednak patrzeć, jak osoby niemające pojęcia o wojnie, chcą kogoś za czyny wojenne sądzić. Przykro patrzeć, jak państwo oskarża tych, którzy mu wiernie służą. Aż się Nanghar Khel przypomina. Co ja bym wybrał na miejscu Irakijczyka? Ten jeden strzał, skracający cierpienie. Na zdjęciu Land Rover SASu gdzieś na Bliskim Wschodzie. Co do książki, gorąco polecam, Machachalowi trzeba wybaczyć, że popłynął z Basrą, każdemu się zdarza.

https://m.facebook.com/groups/609392182532667?view=permalink&id=1472511072887436

Drukuj

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *