facebook

Jerzy Trela, smutek.

Jan Nowicki : „Chciałbym uniknąć wielkich słów., bo Jurek ich nie znosił, ale był aktorem wielkim, może największym. Rozmawia pani z 82-letnim człowiekiem, któremu umarł 80 -letni przyjaciel. On zmarł dwukrotnie. Pierwszy raz, kiedy zmarła Georgeta, jego cudowna żona, którą kochał bez pamięci i którą ukrywał przed światem. Kochał też oczywiście swoje dzieciaki, Piotra i Monikę.

Powiedzieć szkoda, że odszedł – to głupota, bo przecież w majestacie śmierci jest nieuchronność i przeznaczenie, którego nie uniknie nikt. Ale żal jak jasna cholera.

Kiedy odwiedziłem go miesiąc temu w szpitalu, widziałem, że śmierć się zbliża i tam go pożegnałem. Potem jeszcze dzwoniłem do niego i jak zawsze dzwoniąc najbardziej zależało mi na tym, żeby się uśmiechnął i rozpogodził, co na jego surowej twarzy było rzadkością i robiło ogromne wrażenie. Kiedyś byliśmy z teatrem w Londynie i jeden z krytyków przyrównał jego twarz do głowy orła. I faktycznie, miał w tej twarzy coś orlego.

Znam historię jego życia, znam historię jego ojca, byłem na pogrzebie jego matki. Myślę, że powinien spocząć obok Niej i żony, na pięknym cmentarzyku w Leńczach. Jesteśmy chłopakami z małych miasteczek i tam jest nasze miejsce. Bardzo Go kochałem.

Drukuj

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *